3 dni temu

Wpis

Mam dziecko, a mogłam mieć HIVa. Chciałam zdradzić chłopaka, wpadłam, masakra...

Mieliśmy po 20 lat. Wiem, dzieciaki... ale byliśmy ze sobą całą szkołę średnią, myśleliśmy o tym, że w przyszłości ślub, wspólne życie, dzieci - ale chcieliśmy poczekać, aż skończymy studia, usamodzielnimy się. Na studia poszliśmy do tego samego miasta, ale ja wynajęłam pokój na stancji, on zamieszkał w akademiku. A tam trafił na towarzystwo "rozrywkowych chłopaków". Jedyny temat - co, kto i ile razy zaruchał. Zacżęli imprezować. Oni nie mieli dziewczyn, więc to były typowo "męskie" wypady - beze mnie. Nie przeszkadzało mi to na początku, bo ufałam K. i nie widziałam nic złego w tym, że pójdzie na imprezę, nawet potańczy z jakąś dziewczyną, coś wypije. Ale po jakims czasie pojawiły się plotki, jak to K. zmacał tę rudą, jak się lizał z tą blondyną... K., zapytany przeze mnie, coś tam kręcił, ale w końcu stwierdził, że to przecież nic takiego, że pijany był, że w ramach eksperymentu... no ok, stwierdziłam - nie będę robić afery. Ale potem pojawiły się kolejne, już "mocniejsze" plotki - że K. zaliczył tę pannę w kiblu, a tamtą na ławce w parku obok klubu. Tym razem chciałam wyjaśnień, konkretnych. K. do zdrady się nie przyznał, ale stwierdził, że "mały lodzik to nie grzech", a poza tym nie jesteśmy małżeństwem, więc wszystko mu wolno. Zabolało. A jednocześnie nadal zapewniał, że jesteśmy razem, że kocha, że wspólna przyzłość, że chce się tylko trochę wyszaleć, że jak patrzy na te laski, to mnie jeszcze bardziej kocha... ale mówił to tylko, jak kolegów nie było w pobliżu. Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć jak się z tym czuję - nic, jakbyśmy w dwóch językach rozmawiali. Dlatego postanowiłam zobrazować mu jego zachowanie. Zbliżyłam się do kilku mocniej imprezujących dziewczyn z mojego roku. On wychodził z kolegami, ja też szłam imprezować. Kilka razy obciągnęłam obcym gościom w klubie. Nie chwaliłam się tym, ale też się z tym nie kryłam. Wreszcie poszłam z jednym z jego kumpli - chciałam mieć pewność, że do K. dotrze informacja, co robię. Dotarła. Na... Poprzednie wyznanie Następna strona 1/2 przemian płakał, przepraszał i wyzywał mnie od dziwek. Powiedziałam mu, że przecież "mały lodzik to nie grzech". Pokłóceni poszliśmy na imprezę, która zmieniła wszystko. Byłam wściekła. Nie uważałam jak zwykle. Przystawiał się do mnie jakiś koleś - spoko, tańczyłam z nim jak szalona. Miał kolegę - z nim też tańczyłam. O jednego się ocierałam, z drugim całowałam się z języczkiem. Poszliśmy się napić. Wypiłam kilka kieliszków prawie duszkiem, zrobiło mi się słabo, chciałam wyjść na zewnątrz. Oni zaproponowali, że mnie wyprowadzą... wyprowadzili... do swojego auta. Wywieźli kawałek za miasto. Robili ze mną co chcieli przez kilka godzin. Byłam świadoma, ale na tyle pijana, że nawet nie bardzo mogłam się bronić. Po wszystkim odwieźli mnie do miasta, złapałam taksówkę, wróciłam na stancję. Zerwałam z K. Chodziłam jeszcze częściej na imprezy, prawie nie wychodziłam z kibla, zaliczałam kilku facetów jednej nocy. Zaszłam w ciążę. Nie wiedziałam nawet, czyje to. Było mi wszystko jedno. Na tyle wszystko jedno, że nie ogarnęłam nawet żadnego zabiegu. Urodziłam. Ze studiów wyleciałam. Pomógł mi bardzo kumpel K., jeden z tych imprezowych. Powiedział mi po jakimś czasie, że to był tylko głupi zakład. Oni zazdrościli K. tego, że ma dziewczynę, więc założyli się, jak szybko uda im się rozwalić nasz związek. I wcale nie byli tacy imprezowi, tylko jeden przed drugim chciał szpanować... Jakieś wnioski? Cieszę się, że skończyłam z dzieckiem, nie z hivem. Że mam przy sobie M. (kumpla K.) i jeszcze paru dobrych ludzi poznanych po drodze. K. rzucił studia. Podobno podróżuje gdzieś po jakichś Indiach szukając sensu życia - nie wiem, ile w tym prawdy. A mogliśmy żyć długo i szczęśliwie... Poprzednia strona Strona główna 2/2