1 dzień temu

Wpis

Wszystko zaczęło się kilka lat temu, gdy byłem w klasie maturalnej. Mimo 19 lat nie miałem dziewczyny. Jakoś nigdy nie byłem nimi zbyt zainteresowany na dłuższą metę, a widząc kumpli, którzy byli w związku tym bardziej mi się nie śpieszyło. Jednak pierwszego września do klasy dołączyła dziewczyna, która przeprowadziła się z Francji po roku mieszkania tam. Mógłbym stwierdzić, że zakochałem się w niej od razu, ale nie chciałem tego po sobie pokazać jak reszta chłopaków. Od razu zyskała grono adoratorów (a było ich sporo, bo to był matfiz), jednak to do mnie najczęściej podchodziła pytać się o lekcje, nauczycieli i inne rzeczy związane ze szkołą. Szybko złapaliśmy kontakt i staliśmy się bardzo dobrymi znajomymi, a nawet przyjaciółmi. Pewnego dnia stwierdziłem, że wyznam jej moje uczucia, no bo w końcu raz się żyje. Zaprosiłem ją nawet do siebie do domu, wszystko pięknie ładnie zaplanowane, siedzimy na kanapie oglądamy w salonie jakieś film, już powli się w sobie zbieram, gdy nagle do domu wpada w odwiedziny mój starszy o 3 lata brat. Dziewczyna mówi, że nie będzie przeszkadzać, że i tak się zasiedziała, to mój brat mówi "No weź zostań. Miło poznać dziewczynę brata". Ja cały czerwony już chcę się wtrącać, gdy ona odpowieda, że my się tylko przyjaźniny. Zmarnowany odprowadzam dziewczynę do drzwi, proponuję odwiezienie, lecz odmawia. Później lekka spina z bratem i stwierdzam, że pójdę pobiegać, by odreagować. Po godzinie wracam, a patrzę, że w salonie siedzi ona i mój brat, rozbawieni cali. Okazało się, że zostawiła u mnie telefon i się wróciła jak mnie nie było, a w międzyczasie zakumplowała się z moim bratem. Jak to piszę mija 5 lat od tych wydarzeń, a ja w ręku trzymam zaproszenie na ślub mojego brata i mojej licealnej miłości, a aktualnej przyjaciółki. Potrzebowałem 3 lat, by się "odkochać".