1 dzień temu

Filmik

Bonk! Go to regular jail.

4 dni temu

Wpis

Jestem matką niepełnosprawnej fizycznie 22-letniej dziewczyny. Aurelia całą swoją edukację spędziła w zespole szkół dla niepełnosprawnych ruchowo z internatem niedaleko Szczecina, my jesteśmy z Poznania, więc córka bywała w domu tylko na święta, ferie i wakacje. Wysłałam ją do tej szkoły, bo w masowej nie dało się połączyć i rehabilitacji i edukacji tak by któregoś nie zaniedbywać, dlatego w połowie pierwszej klasy podstawówki wysłałam ją do tej szkoły. Są tam opiekunki, jest dużo i rehabilitacji, i nauki, i to przyniosło efekt - w pierwszym roku nauki zawoziłam tam dziewczynkę z balkonikiem, a wróciła do mnie dziewczyna samodzielnie chodząca. Co prawda gdy chodzi, to się kołysze jak kaczka, chodzi nierówno, chwiejnie i niestety widać po niej ten niedowład. Aurelia wcześniej nie mówiła, a teraz mówi pełnymi zdaniami, chociaż czasami niewyraźnie. Zawsze wiedziałam, że w szkole ma tylko jedną przyjaciółkę, ale jakoś nigdy nie poświęciłam temu większej myśli, tak samo jak na później przekładałam rozmowy z córką o tym, chociaż nauczyciele mnie informowali o jej aspołeczności. Po liceum córka uczęszczała tam jeszcze do dwuletniej policealki, dwa razy tez przystępowała do matury, ale bez skutku. Teraz córka wróciła do domu i zaczęłam rozumieć, co nauczyciele mieli na myśli – Aurelia jest wyniosła, o byłych uczniach ze szkoły (nie licząc przyjaciółki) wypowiada się jako o szarakach bez krzty oryginalności, jest bardzo emocjonalna, ale za wszelką cenę stara się to ukryć, czyli jest górą lodową aż do czasu wybuchu, nie toleruje jakiejkolwiek krytyki pod swoim adresem i reaguje chłodem, ironią albo płaczem. Kiedy zapytałam, czy miała jakiegoś chłopaka, to ona mówi, że nawet się nigdy nie całowała, bo nie wyobraża sobie życia z kimś niepełnosprawnym, więc jeżeli chłopak, to tylko zdrowy. Kiedy powiedziałam jej, że ta jej emocjonalność przystoi nastolatce, a nie dorosłej pannie, to nie odzywała się do mnie przez tydzień, a gdy na mnie patrzyła, wzrok wyrażał gniew i smutek. W szkole twierdzono, że jest wrażliwa, ale jakoś tego nie widzę, nigdy nie płakała nad zwierzakami czy nie wyciskała łez na filmach. Najchętniej by siedziała przed komputerem, dogaduje się tylko ze swoją nową rehabilitantką, ale tylko dlatego, że mają podobne niszowe zainteresowania. Muszę przyznać, że pomimo że kocham ją nad życie to widzę, że nie ma łatwej osobowości i to odstrasza ludzi. Chyba jest w tym trochę mojej winy. Ostatnio jak spacerowaliśmy jakaś baba wzięła ją za pijaną przez jej chód, a mnie oskarżyła o upijanie dziecka (córka młodziutko wygląda), dopiero gdy córka pokazała legitymację potwierdzającą kalectwo pani przeprosiła, ale mi było wstyd za córkę i pomyślałam, żeby już z nią nie wychodzić... Samą siebie ganię za te myśli, mam nadzieję, że tego nie odczuła. Tak samo jak miałam czas na dostosowanie mieszkania przez lata, ale odwlekałam to, a wakacje czy ferie dała radę „przecierpieć”. Wstyd mi za to.