2 dni temu

Filmik

Tak się zdobywa zaufanie

1 dzień temu

Wpis

Na studiach poznałam Rafała. Od początku złapaliśmy dobry kontakt, te same pasje, ten sam gust muzyczny, takie samo poczucie humoru więc mieliśmy o czym gadać godzinami. Po roku znajomości jako dobrzy przyjaciele myślałam, że wiem o nim wszystko, łącznie z problemami z jego dziewczyną. Nie mógł się z nią dogadać, miała pretensje m.in. o to, że studiuje zamiast myśleć o założeniu rodziny (na tamten czas miał 21 lat, ona rok młodsza). Bo jej koleżanki już wpadły i się zaręczyły. I właśnie po roku zaczęło się robić coraz poważniej, komplementy z jego strony, czasami dłuższe przytulenie i mówienie, że on chce czegoś więcej, ale mniej niż związek. Czyli friends with benefits. Na początku się nie zgadzałam, bo mimo kłótni nadal z nią był. Z czasem zauważyłam,że trzeba mu raczej pretekstu do zerwania, pokazania że można przecież być w związku i się nie kłócić cały czas o to samo. Więc pewnego razu pod wpływem emocji (sama byłam w nie najlepszej kondycji psychicznej, miałam problemy rodzinne, potrzebowałam wsparcia fizycznego i emocjonalnego) zrobiliśmy to. Raz, drugi, dziesiąty. Czas leciał, sypialismy regularnie, ale on dalej nie zrywał. Przez dłuższy czas taki stan mi nawet odpowiadal- miałam naprawdę dobrego przyjaciela bo można było liczyć na niego w każdej chwili, miałam dobrego kochanka, ale nie chłopaka więc nie musiałam się tłumaczyć z każdej wolnej chwili bez niego, do tego studia i praca. I tak to trwało całe studia i w przerwie między nimi. Po czterech latach zaczęło się psuć. To znaczy przyjaźń trwała dalej, ale jakoś tak sami z siebie przestaliśmy sypiać ze sobą. Oczywiście w międzyczasie zdążyłam się w nim zakochać, ale mu o tym nie powiedziałam bo cały ten czas był z tą jedną dziewczyną. Po pewnym czasie odżył znowu, zaczął się przymilać, aż ostatecznie znowu wylądowaliśmy w łóżku. Ale tylko jeden raz. Tydzień później wysłał mi zdjęcie pierścionka zaręczynowego i zapytał się czy ładny i czy spodoba się Wiktorii. Wtedy poczułam się wykorzystana jako ostatnie szaleństwo przed utratą wolności, jak zaliczenie striptizerki na wieczorze kawalerskim. Powiedziałam mu co sądzę o jego zachowaniu, że o ile bycie kochanką tyle lat mnie nie zabolało, co to, że potraktował mnie jako pożegnanie przed wolnością. A on nawet nie przeprosił, nie dał żadnego słowa wyjaśnienia. I ta obojętność i zerwanie znajomości zabolało najbardziej. Moje życie znowu zaczęło się sypać. Bracia zmieniający się w alkoholików, mama chorująca na raka. To wszystko zaczyna mnie przerastać. A ja nie mam z kim szczerze porozmawiać. I tylko tego najbardziej żałuję. Ze przez chwilę słabości pięć lat temu, straciłam przyjaciela. Codziennie chcę napisać, że tęsknię, że go potrzebuję. Codziennie udaję, że wszystko jest OK, a w nocy wyję w poduszkę z bezsilności.