1 dzień temu

Wpis

Zrobiłam coś złego. Dziadek umierał, a ja patrzyłam i nie zadzwoniłam po pomoc

Czytałam wyznanie o dziewczynie, której nic nie obchodzi i ogólnie nie ma po niczym traumy. Przypomniało mi to historię z nastoletniego życia. Dodam tylko, że zazwyczaj wszystkim się przejmuję i ogólnie obchodzi mnie, co czuje drugi człowiek. Ciężko jest mi nie płakać, kiedy ktoś, kogo znam, płacze. Ale do rzeczy. Miałam 13 lat, kiedy dziadek dowiedział się o raku. Było już za późno na leczenie, a sam dziadek był wtedy po wylewie i na każdą propozycję leczenia tylko machał głową i jęczał. Nie mógł się ruszać, ale widać było, że nadal był w pełni władzy umysłowej. Dlatego wraz z ojcem zabraliśmy go do siebie (dziadek mieszkał sam i cud, że kiedy miał wylew, akurat byli u niego goście). Zajmowaliśmy się nim. Ojciec wtedy jeszcze pracował na nocnej zmianie, więc wszystkie nocne zabiegi wykonywałam ja (a przynajmniej kiedy zaczęły się wakacje, wcześniej notowała u nas ciocia). Szybko się nauczyłam podawać dziadkowi morfinę, czy wstawać o określonych porach, by dać mu pić albo odłączyć kroplówkę. Pamiętam, że pił z takiego kubeczka dla dzieci z rączkami i dziubkiem. Dziadek marniał w oczach, coraz łatwiej było mi go samej podnosić by posmarować odleżyny. Tamtej nocy nie mogłam spać, czułam dziwny niepokój, więc zostałam z dziadkiem i czytałam książkę. W pewnym momencie dziadek zaczął ciężko oddychać, a potem dostał ataku drgawek, by po chwili się krztusić. Pamiętam, że patrzyłam na to i się nie ruszałam. To nie był pierwszy raz, już dzwoniłam po karetkę, nawet jak był ojciec, ale wtedy coś we mnie pękło i po chwili wróciłam do czytania. Dziadek umierał godzinę, potem doczekałam jeszcze godzinę i zadzwoniłam do ojca i przekazałam mu sytuację. Nie płakałam na pogrzebie, ani jak wynosili zwłoki. Do dziś tęsknię za dziadkiem, bo miałam z nim fajny kontakt, ale nie czuję żalu z racji tego, że nie zareagowałam. Czuję się dziwnie, że tak po mnie spłynęło, ale nic nie mogę na to poradzić.