6 dni temu

Wpis

Transwestytyzm fetyszystyczny. Właśnie odkryłem, że takie coś jest, a raczej jak się to nazywa... W czasach gimnazjalno-licealnych lubiłem zostawać sam w domu. Pożyczałem wtedy bieliznę i ubrania siostry, przebierałem się w nie i zadowalałem. Wypychałem staniki skarpetkami (siostra od zawsze miała spory biust), jakoś wciskałem się w stringi i rajstopy, siostrzane sukienki albo spódniczki, obcisłe bluzki. Czasem zakładałem do tego szpilki. A potem odgrywałem sceny ze "Skazy" albo inne podobne. Czasem sam się związywałem. Potem miałem dziewczyny i jakoś minęły mi trochę ciągoty do tych "przebieranek". Obecnie jestem w szczęśliwym małżeństwie z żoną, wszystko się układa. Ona wie o mnie praktycznie wszystko - również o tych moich fetyszach. Obecnie lubię, kiedy to ona zakłada seksowne ciuszki. Jednak kiedy sobie przypomnę, co wtedy robiłem... to mi trochę wstyd. Fakt, siostra nigdy się nie dowiedziała o tym. Wszystkie ubrania wracały na miejsce albo trafiały do prania, jeśli zostały jakkolwiek pobrudzone (nie chodzi tylko o "ślady biologiczne", czasem robiłem to na podłodze w przedpokoju albo w kuchni - pobrudzić się było łatwo). Siostra miała tyle ubrań i taki bałagan, że nigdy nie ogarniała co dała do prania, co wróciło z prania, co mama jej uprasowała, poskładała i włożyła do półki, a mama też tego w żaden sposób nie kontrolowała. W całym tym bałaganie była luka na realizację moich fetyszy ;)