1 tydzień temu

Wpis

Pojawia się tu wiele historii o kobietach, które nie chcą mieć dzieci, bo ich nie lubią, boją się ciąży, nie czują instynktu itp. Ja zawsze marzyłam o mężu, gromadce dzieci (minimum dwoje). Kiedy zaszłam w ciążę, byłam w siódmym niebie. Nie bałam się porodu i macierzyństwa, cały czas tylko myślałam o tym, żeby maleństwo urodziło się zdrowe. Do 5 miesiąca ciąża przebiegała bezproblemowo. Na jednej z wizyt panią ginekolog zaniepokoiło, że synek rośnie zbyt wolno. Miałam częstsze wizyty i USG. Na początku 7 miesiąca zostałam skierowana na oddział, na obserwację. Codziennie USG, KTG, badania ginekologiczne. Po każdym badaniu chciałam wiedzieć jakie są wyniki, czy wszystko OK. Zawsze zostałam zbywana przez lekarzy. Po 2 tygodniach nie widząc postępów ani konkretnej diagnozy, podczas obchodu nieśmiało zapytałam się, czy do porodu jeszcze wyjdę ze szpitala. No i się zaczęło... Ordynator nawyzywał mnie od najgorszych. Bo niby chcę zabić własne dziecko, pielęgniarki również zaczęły mnie gorzej traktować. Nie żałowały sobie ubliżania mi podczas rutynowych czynności. Załamałam się totalnie, codziennie płakałam, bo myślałam, że mojemu dziecku naprawdę coś grozi. Była to moja pierwsza ciąża, więc niewiele rozumiałam z tego "bełkotu lekarskiego". Poród został u mnie wywołany poprzez cewniki miesiąc wcześniej, synek urodził się malutki. W szpitalu spędziłam ogólnie ponad miesiąc. W tym czasie wielokrotnie byłam straszona, że dziecko może umrzeć albo urodzić się chore. Nawet po urodzeniu położne krytykowały mnie, że źle karmię, źle ubieram i ogólnie wszystko robię źle. Po wyjściu udałam się na kontrolę ginekologiczną do innego miasta, zabierając ze sobą cała dokumentację medyczną. Lekarz po przejrzeniu wszystkiego uznał, że nie było podstaw do sztucznego wywoływania porodu, jak również do trzymania mnie na oddziale. Założyłam sprawę szpitalowi, którą wygrałam. Ale po tym wszystkim czuję obrzydzenie do ciąży. Lekarze skutecznie zniechęcili mnie do powtórnego rodzenia. Cała nadzieja na spełnienie marzeń o dużej rodzinie w adopcji.