1 tydzień temu

Wpis

Opowiem wam historię pewnego małżeństwa. Powiedzmy Ania i Janusz. Poznałam ich ponad 10 lat temu. Pamiętam, że nie polubiłam Janusza, był on bardzo ponury i gburowaty, w przeciwieństwie do jego nowo poślubionej żony Ani, która sprawiała wrażenie bardzo miłej i sympatycznej dziewczyny. Zawsze zastanawiałam się, co taka fajna dziewczyna robi z takim prostakiem. No, ale nic. Przeskakujemy kilka lat do przodu i wieść po całej wsi się rozchodzi, że Ani i Januszowi urodziło się dziecko. Janusz wyprawił bardzo huczne chrzciny swojej córki, wręcz sprawiało to wrażenie robienia tego bardzo na pokaz. I wszystko było dobrze, do czasu, aż jakiś miesiąc później gruchnęła wiadomość o tym, że córka Janusza... nie jest jego córką. Okazało się, że Ania od jakiegoś roku lub więcej ma romans z innym mężczyzną z sąsiedniej wsi i to dziecko jest jego. Janusz o tym wszystkim wiedział i kiedy jego żona zaszła w ciążę, postanowił się z nią mimo wszystko nie rozstawać. Uzgodnili, że ona zakończy swój romans, a dziecko wychowają wspólnie i w urzędzie wpiszą, że to Janusz jest ojcem. I tak zrobili, jednak po kilku miesiącach od tego, jak wiadomość się rozeszła, Ania zostawiła Janusza, zabrała dziecko i uciekła do kochanka (okazało się, że wcale nie zakończyła romansu i cały czas się z nim spotykała). Wniosła pozew o rozwód i alimenty. Zamieszkała z kochankiem, a jej mąż musiał płacić alimenty na jego dziecko. Jakieś 2 lata temu się rozwiedli. A teraz coś o tamtym facecie. Jej kochanek ma teraz ok. 40 lat, nigdy w życiu nie splamił się żadną pracą. Sporadycznie tylko łapie się jakiś dorywczych prac na czarno. Mieszka nadal z matką w jednym domu i ma troje dzieci z trzema różnymi kobietami (co ciekawe, wszystkie to mężatki). Z jedną z kobiet romansował w tym samym czasie co z Anią i ich dzieci urodziły się w tym samym roku. Ani widocznie to nie przeszkadza, bo nadal z nim mieszka. Ona utrzymuje ich wszystkich, bo on nie pracuje i opowiadała kiedyś, że chce wziąć z nim ślub. Szkoda mi tylko Janusza.

Bądź pierwszy, dodaj komentarz: