7 dni temu

Wpis

Historia trochę ku przestrodze i o tym by się nie poddawać. Mam nadzieję, że jeśli ktoś jest lub będzie w podobnej sytuacji, wyniesie z tego pociechę. Moi rodzice mieli wypadek na motorze. Gdy wyprzedzali auto na lewym pasie, ono nagle skręciło i uderzyli prosto w nich. O ile z mamą było w miarę ok (obicie i złamanie rzepki) to z tatą nieporównywalnie gorzej. Wstrząśnienie mózgu, pokruszona pięta, złamanie rzepki i totalnie rozwalony staw biodrowy, który wpadł do środka. Tatę przez prawie miesiąc przewozili ze szpitala do szpitala bo każdy fachowiec w promieniu 150 km rozkładał ręce i mówił, że nie podejmie się operacji. Raz trafili się idioci, którzy dopiero po otworzeniu go rozkładali ręce albo zmieniali umiejscowienie wyciągu, raz rozwiercając mu pietę, a raz kolano. Nie dawano nam nadziei. Padały hasła o tym jak jest źle, o trwałym kalectwie, o kuleniu do końca życia, rencie lub nawet o tym, że już nigdy nie wstanie z łóżka. Lekarze bez mrugnięcia powieką opowiadali, że każdy szpital ma prawo odmówić przyjęcia pacjenta i nic nie można na to poradzić, o tym by szykować się na najgorsze. Po pięciu tygodniach takich rozmów, mama była na skraju załamania nerwowego, a bliscy mi ludzie przestali patrzeć w oczy. Ja jednak jeździłam od lekarza do lekarza, wizyta za wizytą, każdy jeden polecał mi następnego. Szukanie trwało kilka tygodni ale w końcu udało się. Lekarz przyjął mnie o 22 w niedzielę, w swoim domu, zaparzył herbaty i wziął się do oględzin złamań. Po 15 minutach była już decyzja żeby tatę wziąć na oddział, na drugi dzień już tam był. Po zrobieniu badań miał ostałoby termin operacji. Okazało się, że inni lekarze przeoczyli jeszcze kilka mniejszych złamań. Lekarz dzwonił do mnie codziennie żeby zdać relacje, sam chodził do taty i wyjaśniał mu jaki będzie następny krok, jak wygląda operacja i co go może czekać w najbliższych latach. Nie mogliśmy chcieć więcej. Po operacji tata stał się mobilny. Pomimo tego, że kości wciąż były połamane, mógł chodzić o kulach. Nieduże dystanse ale była to lepsza perspektywa niż łóżko do końca życia. Lekarz gwarantował nam, że tata odzyska minimum 90% sprawności i tak też się stało. Tata, po 3 latach od wypadku i masie godzin rehabilitacji chodzi. Ma się dobrze, jakby nigdy nie był połamany. Wiem, że nie lubicie morałów ale muszę Wam to powiedzieć. Nie poddawajcie się. Jeden lekarz to nie wyrocznia. Sytuacja może się wydawać fatalna ale wszystko zależy od tego, kto na nią patrzy.

Bądź pierwszy, dodaj komentarz: