2 tygodni(e) temu

Wpis

Na moim kierunku studiów trzeci rok uważany był za najtrudniejszy do zaliczenia, przez to co roku kilka osób stawało się "spadochroniarzami", powtarzając ten etap swojej edukacji.  Pierwszego dnia zajęć dydaktycznych jak zawsze koczowaliśmy przed salą ćwiczeń. Wiedziałem, że będziemy mieli nowego kolegę i trzy nowe koleżanki ze starszego rocznika. Jestem osobą otwartą i pozytywnie nastawioną do życia. Czasem zdarza mi się również bez zastanowienia być miłym dla nieznanych mi osób. Zauważyłem, że pod salą stoi jakaś dziewczyna, o głowę niższa ode mnie. Wyglądała na nieco zagubioną, poza tym nikt z moich znajomych jej nie znał. Czekała wraz ze swoim plecaczkiem przed wejściem w pełni zamyślenia.  W pewnym momencie postanowiłem do niej podejść i się jakoś przywitać, ot, dwa zdania bez kontekstu. - Hej, czekasz na zajęcia? - powiedziałem z uśmiechem i dużą dozą optymizmu. - Tak, czekam. Przy tym bardzo serdecznie się uśmiechnęła, jej twarz się momentalnie rozpromieniła. Pomyślałem, że to dobry pomysł pociągnąć rozmowę, w końcu ćwiczenia miały się zacząć za trzy minuty, a sala nadal była zamknięta. - Nie pomyśl, że jestem źle wychowany. Na imię mi Sebastian, a ty jesteś... - Ania (imię było rzecz jasna inne, ale również dziewczyna podała je w zdrobnieniu). - Miło mi cię poznać, Aniu. Mam nadzieję, że nasza grupa przypadnie ci do gustu! - Też mam taką nadzieję, ale w zasadzie to wyglądacie bardzo sympatycznie. Szczerze ucieszyłem się, że nowa osoba w naszej grupie ma pozytywne pierwsze wrażenie za sobą. Na takim kierunku jak mój, często doświadczenia przeprowadza się w grupach, łatwiej się pracuje, kiedy się siebie wzajemnie lubi, albo przynajmniej znosi. - A czy osoba, która prowadzi te zajęcia też jest sympatyczna? - powiedziałem z pytającym wzrokiem - No wiesz, w sumie to na zajęciach jest miło, zaliczenie też nie jest w zasadzie takie trudne - odrzekła z uśmiechem.  Wpadłem na pomysł, żeby nietaktownie zapytać czemu zawaliła ćwiczenia i musi je powtarzać w takim razie, ale jedna z koleżanek zaczęła wrzeszczeć, że jeśli prowadzący nie przyjdzie punktualnie, to ona idzie do domu. - Kurcze, nie wiesz, czy te zajęcia to zaczynają się punktualnie? - Właściwie to tak - spojrzała na zegarek - mogę was wpuścić na salę - uśmiechnęła się i dodała - i nie myśl, że to co przed chwilą się stało, to największy faux pas w twoim życiu. Naprawdę miły z ciebie człowiek. Tak poprawiłeś mi humor, że chyba zrobię państwu łatwiejsze zaliczenie. Zamurowało mnie. Od tej pory zawsze kiedy widziałem panią doktor Anię mówiłem najserdeczniejsze dzień dobry, jakie mogłem z siebie wykrzesać. A ona uśmiechała się pod nosem. Słowa dotrzymała - najgorszą oceną była czwórka. :)

Komentarze:


Gdyby ktoś chciał wersję, która nie wygląda jak żywcem wyjęta z kibla www.youtube.com/watch?v=yFGNe6hj1PY

Dodaj komentarz: