2 tygodni(e) temu

Wpis

W gimnazjum byłam bardzo, ale to bardzo zakochana w jednym chłopaku z klasy. Dajmy mu na imię Adam. To było moje pierwsze poważne zauroczenie. Adam jest bardzo mądry i inteligenty, przystojny i wysportowany. Do tego bardzo miły i czuły. Dużo dziewczyn się w nim podkochiwało, ale miałam to szczęście, że tak jak on uwielbiałam nauki ścisłe, byłam (jestem) naprawdę bystra i dlatego to ze mną miał najlepszy kontakt. Pisaliśmy ze sobą bardzo dużo, głównie SMS-y. Wiem, że to na swój sposób niedojrzałe, ale wtedy tacy byliśmy - niedojrzali w uczuciach tchórze. Miałam nad Adamem tę przewagę, że oprócz nauk ścisłych uwielbiałam literaturę, pisałam wiersze, artykuły i opowiadania, nie z przymusu, ale z pasji. Kiedyś dostaliśmy zadanie domowe z polskiego, musieliśmy napisać jakieś opowiadanie albo reportaż, nie pamiętam dokładnie. Adam pisał do mnie, jak będzie wyglądać moja praca, czy dam mu jakieś rady, czy pomogę. Pamiętam, że napisałam do niego, że w niego wierzę. On odpisał: "Wiedziałem, że we mnie wierzysz. Czułem, że we mnie wierzysz". Dodał jeszcze dwukropek i gwiazdkę, co po prostu podkreśliło sympatię (a może uczucie?) płynącą z tego SMS-a. Wysłałam mu wiadomość: "Mam taką wielką nadzieję. Liczę na Ciebie. Na nas". Odpowiedzi nie otrzymałam. Nasze stosunki się nie zmieniły, miałam wrażenie, że utknęłam w głębokim friendzonie. Chodziliśmy razem na spotkania pewnej grupy, na łyżwy. Dobrze się dogadywaliśmy. Potem on znalazł dziewczynę (głęboki cios w moje serce), a ja chłopaka. Po gimnazjum poszliśmy do różnych szkół, teraz studiujemy w różnych miastach. Kontakt utrzymujemy. Czasami ze sobą piszemy, dowiadujemy się, co słychać itp. itd. Dlaczego piszę to wyznanie? Ostatnio przy przeprowadzce znalazłam mój stary cegłofon, z którego wysyłałam SMS-y do Adama. Zmieniłam go na nowszy model kilka dni po wysłaniu wiadomości, o której wspomniałam wyżej. Z sentymentem włożyłam kartę SIM, podłączyłam go do ładowarki, włączyłam. Od razu weszłam w wiadomości, żeby przypomnieć sobie tamte stare rozmowy. Otworzyłam wiadomość. "Mam taką wielką nadzieję. Liczę na Ciebie. Na nas" - przeczytałam. Zjechałam w dół. "Wysyłanie wiadomości nie powiodło się". Ból, który mnie przeszył, poczuł chyba nawet mój Anioł Stróż. Każde z nas ma teraz swoje życie, swoich partnerów. A ja dalej skrycie kocham tego mężczyznę. Co by było, gdyby wysyłanie tamtej wiadomości się powiodło? Pomimo wszystko wierzę, że jeszcze kiedyś będziemy ze sobą. Bo jeżeli dwa serca są sobie pisane, to odnajdą się. Mam tylko nadzieję, że on o mnie nie zapomni.