1 mies. temu

Wpis

Nienawidzę mojej babci. Wychowywała mnie, bo rodzice dużo pracowali. Jest i zawsze była osobą toksyczną, manipulantką. Przeróżne problemy psychiczne, z którymi borykam się do dzisiaj, mimo terapii i ogromnej pracy nad sobą, którą wykonałam, to w dużej mierze efekt jej "wychowywania". Nienawidzę jej do tego stopnia, że gdy nie mogę długo zasnąć, albo nagle się przebudzę w nocy, to żeby się zrelaksować i wyciszyć, zaczynam sobie wyobrażać, że babcia w końcu umarła, a ja sprzątam po niej mieszkanie. Spokojnie oddzielam rzeczy, które oddam za darmo od tych na sprzedaż. Buty, bluzki, meble. Układam opisy do ogłoszeń, zastanawiam się nad cenami. Czerwone czółenka, cztery krzesła, kanapa z ekoskóry - jeden z dwóch foteli od kompletu na zachętę dorzucę gratis. Rozluźniam się, czuję zadowolenie. Firany, obrusy, wszystkie kwiaty, których nie cierpię, teraz okna i parapety są już puste, szafy też, zasypiam. Nie jestem rozchwianą emocjonalnie nastolatką. Mam czterdzieści lat, stabilne życie, dwoje dzieci. Dla osób, które mogłyby podejrzewać, że babcia na starość z paskudnej, toksycznej manipulantki zmieniła się w miłą staruszkę, podam tylko jeden z dziesiątków przykładów jej zachowań. Otóż babcia akceptuje tylko jedno z moich dzieci. Drugie uznała za niepotrzebne (to jej słowa), ani razu nie zapytała o przebieg ciąży, o poród, nie powiedziała rodzinie ani znajomym, że ma kolejnego wnuka, a obecnie traktuje go jak powietrze. Wyobraźcie sobie, jak trudno to wszystko wytłumaczyć dwóm kilkulatkom, z których obaj chcieliby mieć babcię. Kozaki z futerkiem, talerze, komplet garnków, lampa...

Bądź pierwszy, dodaj komentarz: