3 dni temu

Wpis

O tym, jak zniszczyłam ślub i wesele. Nie moje, oczywiście. Żebyście mogli w pełni zrozumieć moją motywację, muszę nakreślić "tło historyczne". Po śmierci mojego ojca dziedziczę zamiast niego po jego rodzicach, czyli moich dziadkach. Jakiś czas temu zmarło się dziadkowi, więc spadek rozłożył się na jego żonę, syna (mój stryj) i mnie. Cała ta historia to materiał na całą serię wyznań, tutaj ograniczę się tylko do napisania, że żadnym sposobem nie mogę wyciągnąć od babci i stryja mojej części tego spadku. Prawnicy, sądy, ugody - kompletnie nic nie działa, robią cyrki, zwłaszcza babcia, która jest kobietą chorą psychicznie. Limit znaków nie pozwala na dokładniejsze opisanie sytuacji, ale musicie uwierzyć, że naprawdę nijak nie mogę wyrwać od nich mojej części. Od wspólnego znajomego dowiedziałam się, że mój stryj (dla wygody nazwijmy tę gnidę Adam) się żeni. Mnie oczywiście nie zaproszono, ale zaproszono rzeczonego kolegę. Impreza na 500 osób, w zabytkowym zameczku, ze znanymi muzykami - zastaw się, a postaw się. I to finansowali - nawet jeśli tylko częściowo - ludzie, którzy "nie mogą" mnie spłacić, bo rzekomo nie mają pieniędzy (babcia zawsze była skąpa i żyła jak kloszardka, ale w skarpetach miała pochowane małe fortuny). Umówiłam się z wyżej wspomnianym znajomym, że będę jego osobą towarzyszącą na ślubie, ale Adam miał o tym nie wiedzieć. Po prostu kolega wcisnął mu jakąś bajeczkę. W kościele pojawiłam się odwalona jak na czerwone dywany i żaliłam się całej rodzinie, że mnie nie zaproszono i o ślubie dowiedziałam się przypadkiem. Wszyscy wiedzą, że babka jest psychiczna, więc to mnie żałowali, kiedy teatralnie szlochałam. Z kościoła wywalić mnie nie mogli, a po mszy szybciutko zabraliśmy się z partnerem do samochodu i pojechaliśmy na salę. Początek w pełni kulturalny, podeszłam do Adama i pochwaliłam, że piękne ma to wesele, chyba drogie, a skoro tak dobrze mu się ostatnio powodzi, to może wreszcie by mnie spłacił, a w ogóle to trochę słabo, że to ktoś obcy mnie zaprosił, a nie on. Próbował się migać, ściemniał coś. Powiedziałam, że może w takim razie trzeba było zrobić mniej wystawną imprezę, skoro wie, że ma długi. Albo niech mnie spłaci z pieniędzy z kopert. Zrobiło się bardzo niezręcznie. I wtedy "cała na biało" wchodzi babka. Zaczęła mnie wyzywać, szmata czy dziwka to najłagodniejsze, co powiedziała, skakać do mnie z pięściami, a nawet grozić, że "obleje mi mordę kwasem". Krzyczeć, że nie jestem córką jej zmarłego syna i nic mi się nie należy, ona nie ma i nic mi nie da choćby skały srały. Ktoś wezwał policję, przyjechali, posłuchali, a że babka nawet do nich skakała, to ją zabrali. Za nią pojechał Adam. Panna młoda w ryk. Ktoś pyszczy do mojego partnera, po co mnie przyprowadził. No istny cyrk. Hejtujcie mnie, ale nie żałuję. Było warto.