1 dzień temu

Filmik

Da Vinci surgical robot

2 dni temu

Wpis

Jestem lekarzem pracującym w SOR. Obserwuję tu kolegów z większym i mniejszym powołaniem, z mniejszą i większą cierpliwością do pacjentów… Szczególnym „brakiem powodzenia” wśród personelu cieszą się ci na bani - z nimi mało kto się cacka. W zeszłym tygodniu pojawiła się na oddziale młoda pacjentka. Objawy ewidentnie sugerujące upojenie/odurzenie (półprzytomne szarpanie się, wulgaryzmy, próba gryzienia nas itp.), w toksykologii wyszły pochodne pewnego środka pobudzającego, klasyka. Przerażony mąż (to on wezwał karetkę, kiedy żona straciła przytomność, a gdy próbował ją cucić, rzucała bluzgami) twierdzi, że żona nic nie bierze, na nic przewlekle nie choruje, jedynie od jakichś dwóch tygodni ma jakąś infekcję z gorączką. Bankowo nic nie wzięła, ona nie bierze, mają małe dziecko i to bardzo rozsądna kobieta. Jedyne, co ostatnio brała, to jakieś środki na infekcję. „Ta, jasne” - mniej więcej taka była reakcja większości personelu. Wbijanie wenflonów bez jakiejś ostrożności, na każde półprzytomne „ała” odpowiedź w stylu „zamknij mordę, myślisz, że mi się tu chce z tobą pier*olić” - przy tym mężu. Nawet powiedziałam im, żeby się trochę jednak ogarnęli (nie zajmowałam się tym przypadkiem), ale odpowiedź była z serii wzruszenia ramion. Następnego dnia dziewczyna trafiła na… neurologię. Okazało się, że to ciężkie zapalenie mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych, prawdopodobnie powikłanie infekcji. I prawdopodobnie te dodatnie wyniki to był jakiś ślad wynikający z pseudoefedryny w popularnych środkach na przeziębienie. Nikt z personelu nie przeprosił. Ech. Chociaż „fachowcami” są dobrymi.