3 dni temu

Wpis

Moja mama umarła, gdy miałem 3 lata i w ogóle jej nie pamiętam. Wychował mnie tata, który chyba kochał mamę tak bardzo, że nigdy potem nie chciał znaleźć żadnej innej kobiety. Tata jest dobrym, uczciwym człowiekiem i kocha mnie z całego serca, ale - domyślam się, że po śmierci mamy - stał się oschły i zgorzkniały. Wychowywał mnie surowo, "na mężczyznę", zabraniał się "mazać", okazywał mi troskę, ale nigdy ciepło. Przez lata wtłoczył mi do głowy, że czułość, przytulanie, bliskość, jest dla bab i słabeuszy. Tak dorastałem, męski, chłodny, zdystansowany, dumny z tego, że nigdy nie płakałem i nigdy nie potrzebowałem "babskich czułostek". Dziś mam ponad 30 lat. Jestem niezależny finansowo, mam własne mieszkanie i bardzo "męski" zawód. Jestem sam, nigdy nie potrafiłem dogadać się z kobietami i żaden z moich związków nie trwał dłużej niż kilka miesięcy. Często zarzucały mi chłód emocjonalny, ja natomiast nie mogłem znieść ich pretensji, fochów i płaczów. Pewnego dnia, kilka miesięcy temu, siedząc sam w mieszkaniu, przypadkowo trafiłem na piosenkę Korteza "Dla mamy". Wysłuchałem jej dosłownie wstrzymując oddech. Tego wieczoru miałem poczucie, jakby pękła ściana bunkra, w którym siedziałem całe życie, i wreszcie zobaczyłem niebo. Przesłuchałem wtedy tę piosenkę kilkadziesiąt razy, nie płakałem, lecz dosłownie wyłem, wypłakiwałem z siebie 30 lat żałoby po mamie, której nigdy świadomie nie zaznałem, po matczynej czułości, której nie pamiętam. Zdałem sobie sprawę z tego, że przez wszystkie te lata brakowało mi tej czułości, tych "głupich babskich spraw", że to wcale nie tak, że nie potrzebowałem płakać, tylko nie umiałem. Od kilku miesięcy codziennie wieczorem słucham tej piosenki, codziennie płaczę i codziennie pęka mi serce. Znajduję się w jakimś dziwnym stanie, zdystansował en się od taty i od kolegów. Wstydzę się komukolwiek przyznać do tego, co się ze mną dzieje. Każdy zna mnie jako twardziela, który nigdy nie narzeka i nie płacze. Nie wiem co się stanie z moim życiem. Czuję się nieszczęśliwy i bardzo samotny.