3 dni temu

Wpis

Dla całego otoczenia - sąsiadów, znajomych czy dalszej rodziny tworzyliśmy idealną rodzinę stawianą jako wzór. Ciężko pracujący ojciec, matka zajmująca się domem i dwójka dzieci nigdy nie sprawiających problemów. Dzieci spokojnych, grzecznie siedzących przy stole, uprzejmie witających się z innymi ludźmi, znających słowa takie jak dziękuje, proszę, przepraszam. Dzieci nie biegających po kościele w czasie mszy, nie krzyczących, nie proszących o kupienie jakiegoś drobiazgu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak tak wychować dzieci, ale nikt się nie dowiedział nigdy, że to nie było wychowanie, tylko tresura. Chciałbym powiedzieć, że tresura metodą kija i marchewki, ale marchewek to ja nie pamiętam. Pamiętam za to pas. Pamiętam ból i strach przed tym, żeby ten ból się nie powtórzył. Bolał tyłek, czasem plecy, ale bardziej bolało serce dziecka, które po laniu siedziało same w pokoju i płakało, z bólu i poczucia samotności. W zasadzie chlipało w poduszkę, bo płacz był zabroniony. Płacz słyszany przez sąsiadów był określany jako powód do wstydu dla dziecka, że jest małe i słabe. Że to wstyd tak ryczeć i stanę się pośmiewiskiem otoczenia. Dziś mam już dawno skończone 30 lat i jedno marzenie. Móc cofnąć się w czasie i stanąć w obronie siebie samego, dziesięcio-, dwunastoletniego zastraszonego brzdąca, i tym samym dać mu odrobinę wsparcia i wiary w jego możliwości. Bo teraz bym się nie wahał. A wtedy nie było nikogo, kto mógłby pomóc, nikogo, kto by uwierzył choć w część tego, co się działo w 4 ścianach naszego domu. Zresztą do tej pory nikt komu o tym wspominam, a kto zna moich rodziców, nie wierzy w to. A przeszłość powraca w snach, które sprawiają, że dorosły mężczyzna kuli się pod kołdrą ze strachu. Który tylko raz spał z dziewczyną, bo gdy we śnie go przytuliła, on obudził się z krzykiem, odpychając ją.