3 dni temu

Wpis

Od zawsze miałem ogromny popęd seksualny. Gdy byłem w związku mogłem skończyć raz i po 10 minutach przejść do kolejnego numerka. Nie przeszkadzało mi nic; gumka, przeciąg, muzyka, pozycja, a drapanie po plecach podgrzewało mnie jeszcze bardziej. Przyszedł czas, że niestety na dłużej rozstałem się z kobiecymi walorami, około dwóch lat. Popęd nie malał, a ja żeby to z siebie zrzucić używałem ręki. Do ręki doszły filmy, wiadomo o jakiej tematyce. Potrafiłem się masturbować do 10 razy dziennie. Czasem przez tydzień nie miałem ochoty, lecz później odbijałem to sobie z nawiązką. Nawyk nie dawał mi spać, budziłem się w nocy i musiałem się stasować, bo inaczej dostałbym szału. Przyszedł moment, kiedy znalazłem dziewczynę. Na początku, gdy między nami dopiero iskrzyło chodziłem z napuchniętym ptakiem byle jak najszybciej w nią wejść. Samo całowanie doprowadzało mnie do wytrysku. Kiedy w końcu doszło do zbliżenia - klapa. W gumce nie czułem nic, przy oralu niewiele lepiej. Tłumaczyłem się, że stres, gumka, łaskotki, muzyka. Moja psychika bardzo chce zbliżeń, w głowie mam ochotę na ostry seks. Fizycznie jednak jestem drętwy. Kochamy się tylko w jednej pozycji, w jednym tempie, bo niech choćby zrobi jeden ruch, który mi się nie spodoba i już jest klapa. Częstotliwość zbliżeń to 1-2 w tygodniu. Zmuszam się do seksu. Tłumaczę się głupio bólem pleców, ręki, pieczeniem, zimnem, statkiem kosmicznym za oknem. A ona chce. Tłumaczę że potrzebuję czasu i zrozumienia, a ona potrzebuje zbliżeń i zaczynam czuć się coraz gorzej. Powiedziałem jej o swoim nawyku. Co lepsze, nawet nie potrzebuję masturbacji. Mój popęd zniknął totalnie. Dziewczyna jest atrakcyjna i otwarta, niejeden facet obejrzałby się za nią na ulicy. A ja, chłop w kwiecie wieku muszę medytować i się skupiać byle mi nie opadł w trakcie stosunku. Panowie, nie walcie gruchy. To prowadzi do poważnych problemów. A ja nie mam pojęcia co zrobić.