2 dni temu

Wpis

Moja babcia całe życie spędziła na głębokiej wsi. To było skrajnie biedne, surowe i proste życie, z zasadami, które nie zmieniły się od wielu lat. Woda czerpana ze studni, w niedzielę do kościoła i jedyna rozrywka to odwiedziny wnuków. Dość rzec, że pierwszy raz była w mieście powyżej 20 tys. mieszkańców gdy miała 75 lat i zabrałam ją na wycieczkę do Gdańska. Wtedy pierwszy raz widziała tramwaj i jechała pociągiem. Przez to wszystko babcia miała bardzo staroświeckie poglądy. Gdy skończyłam 16 lat, zaczęła delikatnie wypytywać o jakiegoś "kawalera". No nie kręcił się żaden. 2 lata później wypytywała już bardziej stanowczo. Cierpliwie tłumaczyła, jak ważne jest zamążpójście. Ja te opowieści puszczałam mimo uszu - właśnie dostałam się na studia i co innego było mi w głowie :) Temat jednak wracał jak bumerang, a babcia, im byłam starsza i ciągle bez kawalera, tym bardziej zdawała się być zaniepokojona. W pewnym momencie nawet miałam chłopaka, ale nie chciałam go babci przedstawiać - to nie był ten etap związku, by planować szybki ślub. A tak by pewnie było, gdyby babcia go poznała. W wieku 24 lat pojechałam na kilka dni do babci na tzw. "agrowczasy" :) Babcia była bardzo zadowolona - miała dla mnie niespodziankę. Wieczorem odwiedzi nas Janek, syn sąsiadów zza miedzy! "Wiesz, Kasiu, za piękny to on nie jest. Zbyt lotny też nie. Ziemi też mają niewiele, ale jak połączymy z moją, to wam wystarczy. A to dobry chłopak, pracowity i na pewno nie będzie cię bił. A ty w twoim wieku już wybrzydzać nie możesz". Babcia była tak szczęśliwa, że nie miałam serca podziękować jej za taką "okazję". Chłopak przyszedł z mamą. Był naprawdę miły, choć mocno nieśmiały. Kobiety nazywał "sarenkami". Nie bardzo mieliśmy o czym rozmawiać, na szczęście przez cały wieczór ktoś nam towarzyszył (przyzwoitka). Po akcji podziękowałam grzecznie za "okazję". Babcia była niepocieszona, nie rozumiała, dlaczego nie chcę z niej skorzystać. A najgorzej, gdy rok później była na weselu Janka - ożenił się z dziewczyną z sąsiedniej wsi. Ja wciąż byłam sama. To wtedy babcia wzięła mnie na "ostateczną rozmowę". Usłyszałam takie słowa: "Kasiu, ja nie nadążam za nowoczesnym światem, w którym żyjesz. Ale chcę, byś była szczęśliwa. I akceptuję cię taką jaka jesteś. Już dawno się domyśliłam, dlaczego nie masz narzeczonego. Przedstawisz mi swoją dziewczynę?". To były najbardziej niesamowite słowa, jakie usłyszałam. Wynikające z kompletnego niezrozumienia sytuacji (byłam sama, bo tak mi pasowało, a nie dlatego, że wolałam dziewczyny), za to pokazujące jej bezwarunkową miłość, silniejszą niż poglądy i rzeczywistość, w jakiej ta kobieta żyła przez ponad 80 lat. Babcia zmarła rok później. Żałuję, że mojego Krzyśka poznałam dopiero po jej śmierci. Wiem, jak bardzo by się ucieszyła.