4 tygodni(e) temu

Wpis

Kilkanaście lat temu oszczeniła się suka kolegi, więc wziąłem jednego szczeniaka, bo od zawsze lubiłem psy, a kolega nie miał co z nimi zrobić. Ładny mieszaniec husky i białego owczarka szwajcarskiego. Wziąłem najmniejszego. I najgłupszego. Gdy wracałem do domu, Aleks z euforii potrafił nie wyhamować na korytarzu i przywalić łbem w drzwi. Raz wybił w ten sposób szybę i nabił guza. Bał się własnych pierdów i burczenia w brzuchu, trzy razy wpadł pod samochód, wybiegając na ulicę. Kiedy się cieszył skakał tak, że się przewracał. Machając ogonem zawsze coś stłukł, wybierając się na spacer, ciągnął tak, że musiałem zmienić obrożę na szelki, bo się dusił. Na widok i dźwięk petard idiota zamiast się schować, czy, jak każdy zrównoważony pies, obserwować te dziwne kolorowe "cosie", ruszał na bój. Gdy tylko widział kota, musiał biec się przywitać, mimo że za tą przyjacielskość miał blizny na nosie. Gdy próbowałem nauczyć go komendy "siad", pojął w mig. Ćwiczyliśmy cały dzień, niestety rankiem przyszli do niego faceci w czerni. Amnezja totalna. Na widok odkurzacza dostawał albo euforii, albo był tak przerażony, że nie wiedział, gdzie się schować. Podczas schodzenia ze schodów myliła mu się prawa łapa z lewą. Spadał z łóżka, bo rzucał się jak opętany. Inne psy go nie lubiły. Zjadł sztucznego kwiatka. Kiedy po randce poszedłem z dziewczyną do domu, zwymiotował na jej sukienkę. Cholernie drogą sukienkę. Kilka razy byłem z nim u weterynarza, bo zatruł się trutką na krety albo wypił psi szampon. Przyzwyczaił się do jednego weterynarza, więc na szczepieniu, kiedy miał się nim zająć inny lekarz, ze stresu go obsikał. Za to gdy słuchałem z nim rocka, był najspokojniejszym psem na świecie. Uwielbialiśmy oglądać razem filmy. Przeszkadzał mi podczas gry. Gdy umawiałem się z jakąś dziewczyną, poddawał ją ocenie. Dosłownie wybierał mi dziewczyny (za co mu dziękuję, bo nigdy nie poznałbym bez niego tak wyjątkowej osoby, jaką jest moja dziewczyna). Potrafił tarzać się w błocie godzinę. Nie lubił kąpieli. Nie przychodził na zawołanie. Nagle dostał bardzo silnego zapalenia stawów. Podziwiam go za tę siłę, że mimo wszystko, gdy ledwo mógł stać, zawsze podnosił ogon i nieudolnie merdał. Dziś go uśpiłem. Lekarze nie dawali szans na wyleczenie, zresztą były nawroty. A ja chciałem oszczędzić mu cierpień. Zmarł w ciszy, w wieku 14 lat. W oczach widziałem "Dziękuję. Za wszystko". Chodzę po mieszkaniu, czując uczucie pustki i samotności. Nie mogę się pozbierać, płaczę. Słyszę jego sapanie, szuranie pazurów po podłodze i to jakby mruczenie, gdy był szczęśliwy. Dla niektórych był głupim psem. Dla mnie najlepszym przyjacielem... który odszedł. I nie wróci. PS Aleks, chłopie, trzymaj się tam. Tylko nie roznieś całego nieba! Nie mam zamiaru rozliczać się z Bogiem za twoje szkody!