5 dni temu

Wpis

Chciałbym na wstępie zaznaczyć, że nie piszę tego by się wyżalić tylko by pokazać Wam jak bardzo moje życie spieprzyła choroba. Większość ludzi zna ją z memów, chodzi mi o Zespół Touretta. W moim przypadku objawia się ona poprzez tiki, których nie mogę kontrolować. Pierwsze tiki pojawiły się, gdy miałem 9 albo 10 lat. Moi rodzice dowiedzieli się o mojej przypadłości podczas przedstawienia szkolnego, kiedy stałem i cały czas (nie wiem jak to opisać, ja to nazywam "naciąganiem skóry twarzy") to robiłem. Do dziś pamiętam jak na mnie krzyczeli, że narobiłem im wstydu, że jestem dziwny itp. Potem doszło jeszcze marszczenie nosa, kręcenie głową, prychanie i nerwowe wywracanie oczami. Gdy zobaczyły to osoby z mojej klasy od razu mnie odtrącili i nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Rodzice zwalili to na komputer i nie interesowali się tym. W gimnazjum nauczyłem się to kontrolować. Przez 7 godzin w szkole udawało się powstrzymywać, a w domu poddawałem się i "nadrabiałem" zaległości. Czasem jednak musiałem "naciągnąć twarz" i niektóre osoby zwróciły na to uwagę. Zaczęły się docinki, obrażanie i śmianie się ze mnie. Dalej sam myślałem, że to przez komputer. W technikum na starcie stałem się odludkiem, nie chciałem się z nikim kolegować... bałem się, bałem się, że znowu mnie odtrącą, że przez 4 lata znów będę przechodził to samo, co przez ostatnie lata. Mając 17 lat powiedziałem rodzicom o tym, że moje tiki mogą być spowodowane Zespołem Touretta. Poszliśmy do lekarza rodzinnego. Po pewnym czasie (badanie innych członków rodziny, rozmowy z psychologiem) usłyszałem wynik: Zespół Touretta. Obecnie mam 19 lat, a objawy nie nasilają się, ale również nie opuszczają. Każdy, kto mnie zna, ale nie wie o mojej chorobie, po prostu wstydzi się mnie i szybko urywa ze mną kontakt. Obecnie mam 2 przyjaciół, którzy mnie rozumieją i nie wstydzą się mnie. Czasem zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie był chory tylko normalny, jak wszyscy...