3 dni temu

Wpis

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że dzieciaki uwielbiam, lubię z nimi przebywać, bawić się i pracować. Ale postrzeganie ich przez ludzi  w sposób "o nie, znowu jakiś bachor" to konsekwencja (nie)wychowania rodziców. Sytuacja, która mi się niedawno przydarzyła, jest tego idealnym potwierdzeniem. Jadę autobusem miejskim po zajęciach na uczelni i po pracy, godziny już wieczorne, szczerze powiedziawszy, miałam potwornie ciężki dzień i zasypiałam na stojąco, więc ucieszyłam się, że autobus prawie pusty - pomyślałam "przynajmniej usiądę i na chwilę odpocznę". W jakim byłam błędzie! Na następnym przystanku wsiada kobieta (bardzo zadbana - tipsy, brwi wyregulowane w łuk mc donald'sa, mocny makijaż) z telefonem przy uchu i dwójką dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. Dziewczynki zaczęły biegać po całym autobusie i wieszać się po rurkach jak w jakimś figloparku (gdzie tu troska matki o ich bezpieczeństwo?), aż nagle słyszę płacz... nie, potworne wydzieranie się młodszej z dziewczynek stojącej tuż obok mnie. Matka zainteresowała się i podeszła pytając córkę o co chodzi. Młoda na to: " bo ja chciałam tu usiąść!!!". Dla mnie naturalną rzeczą byłoby wytłumaczenie dziecku, że pójdziemy kawałek dalej, żebyśmy mogły siąść razem z siostrą, czy coś w tym stylu. No albo przynajmniej poproszenie mnie o zmianę miejsca. Ale nie dla tej pani, która wystartowała do mnie z tekstem "Przesiądź się, bo moja córka chce tu siedzieć!".  Coś we mnie pękło. Gdyby poprosiła, nie miałabym z tą sytuacją problemu i przesiadła się (przecież co mi szkodzi?), ale taka arogancja i roszczeniowość szanownej pani mamy, a dodatkowo gorszy dzień, doprowadziły mnie do białej gorączki i odpowiedziałam "Przepraszam, ale nie. Tyle miejsc dookoła, że może pani siąść razem z córkami". W odpowiedzi usłyszałam, że jestem bezczelna i niewychowana i jeszcze mnie Pan Bóg ukarze. Bardzo się ucieszyłam, kiedy zauważyłam, że zbliżamy się już do miejsca końca mojej podróży, odpowiedziałam Pani Madce - "Pani również". Wstałam z miejsca, życząc jej miłego wieczoru, i opuściłam autobus... Widząc takie sytuacje nie dziwię się, że niektórym pracownikom lokali gastronomicznych czy sklepów na widok rodzin z małymi dziećmi robi się słabo... Łączę się z wami w bólu.