1 dzień temu

Obrazek

1 z 9

1 z 9

3 dni temu

Wpis

Z moim aktualnie już byłym chłopakiem byłam ponad 6 lat. Mieszkaliśmy razem około 3. Po przeprowadzce opiekowałam się nim jak dzieckiem. Z domu rodzinnego nie wyniósł nic. Uczyłam go gotowania prostych potraw, sprzątania, przygotowania kawy. Facet miał problem nawet z czajnikiem elektrycznym! Kompletny życiowy idiota. Lekcja za lekcją, czas mijał, a on był już w stanie sam ugotować ryż bez zniszczenia garnka. Uznałam, że odniosłam sukces i cieszyłam się życiem dalej. Mama faceta nie popierała tego, że jej synek jest zmuszany do robienia czegokolwiek. Zaznaczę, że nie musiał on cały czas gotować. Lubię zajmować się domem, sprzątać. Po prostu chciałam żeby wiedział jak sobie poradzić gdy wyjadę bądź nie będę zwyczajnie w stanie nic przygotować. Bo w końcu ile można przetrwać o zupce chińskiej? Żyliśmy szczęśliwie, ale w pewnym momencie on stracił pracę. Starałam się zrobić wszystko, żeby się nie załamał. Pomagałam szukać nowej, siedziałam i przytulałam oraz robiłam wszystko co mogłam, tak długo aby nie narazić siebie na utratę pracy oraz zaniedbanie studiów. Czas jako zombie trwał około pół roku. Po tym czasie byłam wykończona nieustannym podnoszeniem go na duchu oraz namawianiem do wizyty u specjalisty, skoro problem wyglądał na poważny. Wiedziałam, że przeżył to mocno. Jednak moje słowa nie dochodziły do niego. W końcu oznajmił, że znalazł pracę. Kompletnie jej nie popierałam, ale lepsze to niż siedzenie w domu i patrzenie w sufit. Pojawiły się rozmowy o przejściu naszego związku na poziom wyżej, a ja rozpoczęłam poszukiwania pierścionka na prośbę ówczesnego lubego. Od samego początku związku nie posiadał on wiele pieniędzy, nie miałam jednak problemu z płaceniem za siebie/za nas. Znając jego podejście do pieniądza, znalazłam kilka pierścionków do 400 zł. Nie chciałam nie wiadomo czego. Oczekiwałam jedynie deklaracji, że chce być ze mną jeszcze bardziej na poważnie niż dotychczas. Przy romantycznej kolacji kilka miesięcy po wyborze pierścionka zamiast oświadczyn usłyszałam o tym, że powinniśmy się rozstać, ponieważ nie jest gotowy na dorosły i długi związek. Po ponad 6, niemal 7 latach uznał, że nie nadaje się do długich związków. Wrócił do mamy, która na pożegnanie poinformowała mnie o tym, że teraz ma nadzieję, że uda jej się oduczyć syna wszystkiego czego go nauczyłam. Mówi się, że nie znasz kogoś, póki nie zjesz nim kilograma soli. Widocznie ta zupa nie była wystarczająco słona.