7 dni temu

Wpis

- Uszanowanko, kierowniku! - zarzęził do mnie menel stojący jak zwykle pod drzwiami TESCO. - Dej, no dwa zeta na szczęście. Nie dałem. Zrobiłem zakupy świąteczne i obładowany siatami ruszyłem ku wyjściu. Kiedy jednak przechodziłem koło kiosku, pomyślałem o biednym, zziębniętym pijaczku i postanowiłem kupić mu… zdrapkę za dwa złote. - Proszę bardzo! - rzekłem wręczając kloszardowi mój „prezent”. - Życzę szczęścia! Menel łypnął na mnie ozięble, ale po chwili wyszczerzył dwa ostatnie zęby w promiennym uśmiechu i ładnie podziękował. Parę dni temu idę sobie do sklepu po bułki i będąc już przy samych drzwiach słyszę: „O, to on! To on!”. I już podtaczają się do mnie dwaj mocno nietrzeźwi żule. - Panie, kup nam pan po zdrapce! No, kupże pan, szefie! Zapytałem o co chodzi i skąd ten entuzjazm. Co się okazało? Ano Wiesiek, bo tak zwał się oblejmurek, któremu zasponsorowałem zdrapkę, dzięki mnie wygrał 18 tysięcy złotych! Gdybym mu tego prezentu nie dał, to pewnie pisałbym to wyznanie z ultra-drogiego komputera chłodzonego płynnym azotem. Pan Wiesław miał jednak inny plan. Poszedł do komisu samochodowego, nabył Golfa III, zaopatrzył się w świeże ciuchy i… złożył CV w sklepie, pod którym zawsze żulił kasę. Jako że wszyscy tam go znali i mieli o nim dobre zdanie (pan Wiesiek czasem pomagał w inwentaryzacji), to szef marketu zaryzykował i przyjął go na próbę. Dziś znowu robiłem jakieś zakupy w TESCO i akurat obsługiwał mnie świeżo wyglądający, gładko ogolony pan Wiesław. Podziękował mi wylewnie wśród oklasków chyba wszystkich pracowników sklepu, a na koniec wyjął z tylnej kieszeni spodni nową, aczkolwiek nieco wymiętą, zdrapkę. - Masz, kierowniku. Na szczęście! - rzekł łypnąwszy okiem. Wygrałem dwa złote.